Skip to Content Skip to Search Go to Top Navigation Go to Side Menu


Po MFKiG


Sunday, October 4, 2009

Dwudziesta odsłona Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi oficjalnie dobiegła końca. Był to zdaje się mój trzeci łódzki festiwal i przyznaję, że rok po roku jest co raz lepiej. I to nawet organizacyjnie chyba. Zazwyczaj nie zwracam na to specjalnie uwagi bo na festiwal wybieram się żeby zobaczyć znajome mordki, z którymi później oddaję się czynnościom, których nie wypada na łamach bloga opisywać. W tym roku formuła festiwalu rozszerzyła się o gry. Niestety część z nimi związana odbywała się w miejscu oddalonym o solidne kilka przystanków więc nie sprawdziłem jak to wyglądało. Zawody kobiet w Counter Strike’a jednak trochę kusiły.

Czytelnikiem komiksów wielkim nie jestem więc standardowo zakupiłem niewiele; trzymające poziom, jednak minimalnie mniej śmieszne niż poprzednie zeszyty, Wartości rodzinne Śledzia oraz Łaumę, której jeszcze nie zdążyłem przeczytać. Album KaeReLa zbiera bardzo dobre recenzję i wierzę, że jest świetny.


Rysunek Karola w Łaumie dla mnie

Gwiazdą tegorocznego festiwalu był dla mnie Ramón Pérez, autor m.in. komiksów internetowych Butternut Squash i Kukuburi. Właściwie to mogę powiedzieć, że pierwszy raz na jakimkolwiek konwencie komiksowym (z tych dwóch co mamy) przyjechał autor zagraniczny, na spotkanie, z którym na prawdę się cieszyłem. No ale życie jest oczywiście nieprzewidywalne i wiecznie robi nam psikusy. Spotkanie zostało przeniesione na godzinę 10:45 więc jak dla mnie po nocy balowania godzina raczej zabójcza. Za to później okazało się, że Ramón siedział sobie przy stoliku, rysował i sprzedawał papierowe Butternut Squash, o którego wydaniu nawet nie wiedziałem. I to za jedyne 8 ziko! Ramón okazał się przemiłym kolesiem co było szczególnie widoczne przy zestawieniu go z siedzącym obok, jak za karę, gburowatym Rosińskim.


Rysunek Ramona

Dostałem też dwa ziny, w których umoczyłem palce. Karton wyszedł naprawdę fajnie. Jeśli czytaliście go i macie pewien niedosyt to obiecuję, że kolejny numer będzie o wiele lepszy :) Kolektywu jeszcze nie przeczytałem. Jak na razie nie jestem zbyt zadowolony z jakości druku co szczególnie widać w komiksie Daniela Chmielewskiego i moim. Nie czuć tego wkładu pracy. Mimo wszystko nie jest tak źle i polecam zapoznanie się z tą pozycją.

Z części nieoficjalnej myślę, że higlightem była bitwa breakdance’owa w sobotę wieczorem oraz przejażdżka taxi Subaru Impreza później tej nocy (”Bierz pan tego Mercedesa!”). Co roku jakoś tak się składa, że MFK pokrywa się z moimi urodzinami. Cieszę się z tego bardzo bo świętować w takim towarzystwie to przyjemność wielka. Dziękuję wszystkim za fantastycznie spędzony czas, pozdrawiam i do zobaczenia w marcu.

Na koniec dorzucam skrót z gali rozdania nagród. Jeśli kiedyś coś wygram to chciałbym aby Bartosz Sztybor odebrał nagrodę w moim imieniu ;)



2 odpowiedzi na “Po MFKiG”


  1. Unregistered ruda pisze:


    “Karton wyszedł na prawdę fajnie.”

    “naprawdę” się pisze

    A czyta się całkiem miło. :)

    ruda z forum HH ^^

  2. Bartek Bartek pisze:


    Oczywiście, że tak. Dzięki.

Skomentuj


Comment Form